Inni o mnie

Kiedy zaczynasz pracę z własnym dzieckiem pod okiem Marii, to automatycznie zaczynasz uważniej je obserwować i uświadamiać sobie więcej. Dlaczego się zachowuje tak a nie inaczej, skąd się te zachowania biorą. Dobry terapeuta potrafi Cie w tym wspomóc, zwrócić uwagę na pewne prawidłowości, podpowiedzieć, co zrobić w danej sytuacji. A im bardziej jesteś świadoma tym bardziej akceptujesz swoje dziecko, bo w pełni zdajesz sobie sprawę, że to przecież nie jego wina. Niby prosta sprawa, ale w natłoku codziennych obowiązków łatwo o "tym "zapomnieć. JA tak mam. Poza tym uczysz się sobie radzić w codziennym życiu co sprawia, że z czasem sytuacja posiadania dziecka niepełnosprawnego staje się oswojona. Już wiesz co i jak. Więc o wiele łatwiej jest ją zaakceptować i odnaleźć w niej satysfakcję i szczęście. Bo przecież masz dziecko wyjątkowe. Może trudniejsze w obsłudze, ale masz okazję czegoś się nauczyć. O nim i o sobie.

— Magda

 

Czasem myślę, że oczekujemy, iż nasze dziecko i jego zachowanie będzie zaakceptowane przez kolegów, nauczycieli, sąsiadów, obcych ludzi. A często jest tak, że sami nie potrafimy go zaakceptować takim, jakie jest. Gdzieś głęboko we mnie ukryty był model zdrowego, typowego dziecka, do którego porównywałam moje - nietypowe. To była droga do wiecznego niezadowolenia z życia i frustracji. Do narzekania na zły los, który dał mi taki problem. A prawda jest taka, że los postawił przede mną wyzwanie - dziecko, które trudno wychowywać, z którym trudno się porozumieć, które trudno kochać, które trudno zaakceptować. Mnie udało się to dopiero, gdy pozbyłam się tej wizji zdrowego, typowego dziecka, do którego porównywałam moją córkę. Gdy zaczęłam patrzeć na nią jak na odrębną istotę, która też jest szczęśliwa, zadowolona, zła, smutna - tylko na swój sposób. Może nie jest szczęśliwa, gdy spotyka się z koleżanką - ale jest szczęśliwa, gdy obserwuje pianę z mydła na swoich rączkach. Może nie jest zła, kiedy nie zostanie zaproszona do kogoś na urodziny - ale jest zła, gdy nie umie wyraźnie powiedzieć nam, co ją boli. Może nie czuje się smutna, gdy dostanie złą ocenę od nauczycielki - ale na pewno jest nieszczęśliwa, kiedy nie czuje od nas pełnej akceptacji. Zrozumiałam, że przede wszystkim to my, rodzice, powinniśmy zawsze stać po jej stronie, zawsze starać się ją rozumieć, zawsze bezwarunkowo ją kochać i akceptować - a dopiero potem wymagać tego od reszty świata. Wiem, że moje dziecko ma szansę na życie, w którym doświadcza miłości, akceptacji i uczucia szczęścia - tylko na swój, nietypowy, niestandardowy sposób.

— Agata

 

Techniki pracy nad sobą, których nauczyła mnie Maria pozwalają na zmianę mojego nastawienia do zachowań syna, jego wolnych postępów czy barier. Jeśli przestaję odnosić je do siebie, przestają być dla mnie moją porażką i potrafię je zaakceptować. Wraz z moją akceptacją sytuacji czy zachowań nadchodzi gotowość do pracy i sukcesy. Niestety co jakiś czas zapominam i znowu się zapętlam... wtedy muszę sobie przypomnieć podstawy.

— Katarzyna

 

Od momentu diagnozy mojego synka byłam przekonana, że akceptuję go takim, jakim jest. Nie akceptowałam jego choroby, bo miałam wrażenie, że jeśli ją zaakceptuję, to przestanę walczyć o swoje dziecko. W pewnym ciężkim dla mnie momencie, kiedy intensywnie zaczęłam pracować nad sobą z Marią, okazało się, że mam w sobie dużo negatywnych przekonań dotyczących syna. Przekonałam się, jak bardzo te przekonania przeszkadzają mi w dobrej pracy z synkiem. Maria pokierowała procesem zdrowienia mojej duszy tak, że życie zwyczajnie stało się łatwiejsze. Kluczem do tego było zaakceptowanie synka takiego jaki jest, z jego chorobą, fiksacjami i innymi sprawami, czy sytuacjami, które doprowadzały mnie z jednej strony do złości, a z drugiej do wyrzutów sumienia, bo jak mogę złościć się na to niewinne dziecko znajdujące się w sidłach choroby. Maria pokazała mi jak sama mogę sobie radzić z przeciwnościami i własnymi lękami. Od kiedy w pełni akceptuję syna i jego chorobę więcej mogę zrobić, zrozumieć i cieszyć się ze wspólnie spędzanych chwil.

— Beata

 

Pracując z Marią, nauczyłam się akceptacji w praktyce. Odtąd deklaracja – tak, kocham i akceptuję moje dziecko przełożyła się na moje działania wobec niego. Nauczyłam się, co robić w sytuacji gdy dziecko nie chce współpracować lub przejawia trudne zachowania. Jak radzić sobie z własnymi trudnymi emocjami. Jak zadbać o siebie, żeby w jak najlepszy sposób dać wsparcie dziecku w trudnej dla niego chwili.

— Monika

 

Żeby zaakceptować trzeba najpierw zrozumieć. Zrozumieć dziecko i świat, w którym żyje, odmienną percepcję tego świata. To zrozumienie to niewątpliwy "zysk" z pracy z Marią. Zrozumienie to akceptacja i duma z "bohaterstwa" naszych dzieci, codziennie pokonujących wielkie wyzwania i przeszkody. To rodzi potrzebę dawania maksymalnego wsparcia i poczucia bezwarunkowej akceptacji i miłości, które budując poczucie własnej wartości daje napęd do dalszej walki z codziennością. Akceptacja daje wreszcie radość z rodzicielstwa, z pewnością trudniejszego, ale mogącego dać wiele satysfakcji.

— Monika

 

Nasz Szymonek urodził się w 2001r. Zjawił się o trzy tygodnie za wcześnie. Strasznie sie męczył, żeby się wydostać, około 12 godzin. Przez pierwsze półtora roku wydawało się nam, że wszystko jest w miarę OK. Rozwijał się prawidłowo, tylko mało spał i nie tolerował krowiego mleka. Zaczął powtarzać pojedyncze wyrazy, potem krótkie wierszyki. Przed ukończeniem 2 lat wystąpił regres. Przestał mówić, jakby miał nas w nosie. Zaczęliśmy objazd po lekarzach. Nie mogliśmy znaleźć osoby, która jednoznacznie stwierdzi, co się dzieje z naszym synkiem. Diagnozy były różne, ale Aga juz czuła, że to autyzm. Co się z nami działo na początku, to każdy może sie domyśleć. Po jakimś czasie zaczęliśmy działać. Pierwsza terapia, jaką żona znalazła, była ABA, najbardziej dostępna i podobno, z tego co wyczytaliśmy, przynosząca najlepsze rezultaty. Szymon ciągle nie spał, budził się w nocy z przeraźliwym płaczem. Było to trudne też z tego względu, że urodził się nasz drugi synek Kuba. Na szczęście wyłączyliśmy mu białko krowie i zaczął spać. Do tego doszła współpraca z lekarzem DAN i pani neurolog, która pomimo złego zapisu EEG nie włączyła leczenia farmakologicznego, tylko zapisała kreatynę. Szymon miał zacząć mówić za trzy miesiące i tak było. W tamtym czasie wydawało nam się, że robi postępy ucząc się myślenia statycznego (kolory, liczby, literki...).

Byliśmy zadowoleni z jego postępów w nauce, ale kontakt między nami był kiepski i to nas najbardziej martwiło. Również to, w jaki sposób dziecko jest zmuszane do pracy w terapii ABA, nie do końca nam pasowało, dlatego cały czas szukaliśmy czegoś nowego i tak trafiliśmy na RDI i spotkaliśmy Marię. Pierwsze nasze spotkania pokazały, jakie mamy braki w relacjach z Szymonem jeśli chodzi o emocje i komunikację, chociaż i tak był już u niego postęp dzięki Kubie. Te spotkania uświadomiły nam jak ważna jest praca nad samym sobą oraz relacjami między rodzicami. Wiadomo, że przy takich przeżyciach te problemy gdzieś się skupiają i w którymś momencie wybuchają a to działa na dziecko (często sobie to lekceważyliśmy). SZCZĘŚCIE KAŻDEGO - RADOŚĆ RODZINY. Już po krótkim czasie nasze relacje się poprawiły. Szymek zaczął powoli dzielić się z nami swoimi przeżyciami, wracał do nas. Trzeba też powiedzieć, że dość łatwo przychodziła mu realizacja pierwszych obiektów. To nam dało dużego kopa, zaczęliśmy poznawać nasze dziecko na nowo. Po pewnym czasie polubił nawet sport, co wcześniej było nierealne. Teraz jest już jego miłośnikiem, szczególnie piłki nożnej. To ważne, bo tata jest sportowcem i to środowisko jest obecne każdego dnia w naszym domu. Można było zacząć rozmawiać z nim na inne tematy, które on zaczął rozumieć, potrafił już też odnaleźć się w prostych sytuacjach, które niosło życie. Nasze życie rodzinne stało się łatwiejsze i weselsze. Samo to, że on zrozumiał, jak mocno go kochamy, dlaczego się śmieje, jest smutny, tęskni, czuje to i potrafi tym się dzielić. To nasz SUKCES nas wszystkich!!! Choć wiemy, że jeszcze długa droga przed nami, wiele się już nauczyliśmy. Dzieci muszą czuć szczęście w domu a kiedyś je oddadzą. Nie wolno iść na skróty i pędzić do przodu. Budowanie szczęścia w rodzinie zależy od autorealizacji. Ważne w naszej drodze z RDI było to, że na samym początku przedstawiliśmy nasze oczekiwania a Maria pokazała nam środki, jakimi dojść do tego celu. Nasza rodzina zaczęła lepiej funkcjonować, nie robiliśmy nic wbrew sobie, myślę też, że spędzamy więcej czasu ze sobą. Jest nam dużo łatwiej, bo zrozumieliśmy świat widziany jego oczami. Myślimy, że Maria nie tylko pomogła naszemu Szymkowi, ale całej naszej rodzinie. Zaufanie, które wytworzyło się między nami, jest bezcenne, czujemy się bezpiecznie z naszym problemem, spokojniejsi. Jest to osoba bardzo kompetentna, potrafiąca indywidualnie podejść do problemu dziecka jak i rodzica. Dla mnie jako sportowca jest zawodnikiem kompletnym, dla Agi bratnia dusza.

— Damian

 

Najgorzej jest zacząć :) I chyba też taki był nasz początek z RDI. Dostałam kontakt i próbowałam umówić się na spotkanie, niestety Twój grafik był wtedy pełny. Na szczęście po kilku miesiącach otrzymałam telefon od Ciebie z informacją, że akurat zwolniło się miejsce. Pamiętam ten entuzjazm i niepokój zarazem, przecież przed nami było sporo pracy ale i sporo odkryć, nas samych i dziecka.

Była tez trema i stres w czasie nagrywania filmów, jak i w czasie czytania komentarzy. Człowiek tyle się uczy o sobie. Najważniejsze, że uczy się o dziecku.

To była i jest dla mnie bezcenna lekcja. Dzięki tej lekcji mój syn się rozwija, nadrabia 'zaległości', zaskakuje :). Ja poznałam lepiej siebie i jego, umiem lepiej się komunikować, lepiej oświetlać, lepiej wzmacniać jego kompetencje, lepiej ustawiać poprzeczkę.

Przyznaję, czasami to jest dużo pracy, nawet z tak dobrze funkcjonującym chłopcem, czasami brakuje siły i energii, ale jestem świadoma, że to wszystko to nie sprint ale maraton.

Czasami jak zamieniam się z przewodnika w obserwatora, to często pojawia się uśmiech na twarzy, porównuję co było kiedyś, co jest teraz i jak to się wszystko zmieniło. Każda niewerbalna komunikacja (ruch ramion, zdziwienie, spuszczenie głowy, kiwnięcie ręką) sprawia radość, każde przywołanie mnie do zabawy, upomnienie, że się zamyśliłam a powinnam z nim czytać. Wszystko dla wielu rodziców naturalne, dla mnie źródło radości. I muszę przyznać, że czasami myślę, że my, rodzice RDI, mamy coś więcej niż rodzice zdrowych dzieci. Mamy większą świadomość, większą uwagę, mamy radość szczegółu, mamy pewno jeszcze więcej, ale nie przychodzi mi to teraz do głowy.

To, co odbieram jako plus w RDI, jesteś również Ty, Mario. Zawsze można pogadać, dzielisz się swoją wiedzą szeroko, stawiasz jasno granice i jesteś ciepła :).

I tak sobie myślę, że doprowadził mnie do Ciebie łańcuszek dobrych ludzi, którzy do tej pory zajmowali sie nami. I Ty również poprowadziłaś mnie ku innym dobrym i pomocnym.

No, a podsumowując mój syn staje się szkolnym rozrabiaką ( w normie wiekowej ;)) a ja staję się lepszym przewodnikiem i daję mojemu dziecku znacznie więcej niż dawałabym bez RDI.

— Kochająca mama przewodnik :)

 

Od czasu kiedy nasz syn Tymek dostał diagnozę autyzmu minęły ponad 3 lata. Przez ten czas spróbowaliśmy wielu metod, poznaliśmy wielu terapeutów, ciągle poszukiwaliśmy tego właściwego podejścia i tej właściwej osoby. Z Marią pracujemy ponad rok. Rok, który zmienił nas jako rodzinę.
I zawdzięczamy tę zmianę nie tylko metodzie RDI, ale przede wszystkim podejściu Marii.
Najbardziej w niej cenię to, że jest bardzo otwartą osobą, stale uczącą się i przede wszystkim dzielącą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Jej chęć pomocy i entuzjazm są zaraźliwe.

Nasze sesje zawsze powodują w nas przypływ zapału i nowych sił do pracy oraz poczucie, że jesteśmy pod dobrą opieką. „Sesja z Marią lepsza niż prozac" – takie hasło można by powiesić na drzwiach gabinetu.

Odkąd zaczęliśmy naszą współpracę Tymek zrobił największe postępy, bo Maria przemeblowała nam w głowach i pokazała jak docenić i cieszyć się samą drogę. I przewartościowała pojęcie sukcesu. Najważniejsi staliśmy się MY jako rodzina, zgrana i szczęśliwa.

A tego nie usłyszycie i nie doświadczycie od większości osób „zajmujących się" autyzmem w naszym kraju.

— Magda i Krzysiek

 

Diagnoza autyzmu spadła na nas jak grom i pewnie każdy rodzic tak się właśnie czuje. Niekończąca się żałoba, łzy i pierwsze próby znalezienia pomocy dla naszego dziecka, bo przecież tylko ono się liczy, jest najważniejsze, trzeba mu pomóc. Ogólnodostępna terapia spowodowała jeszcze większy regres, oddaliła nasze dziecko jeszcze bardziej od nas, powodowała, że czuliśmy się jak tyrani dla własnego dziecka. Szybko przyszedł bunt w nas, rodzicach. Przecież to dziecko dosyć już cierpi, a my mu jeszcze dokładamy. Zaczęłam szukać, właściwie sama nie wiedziałam czego, aż pewnego dnia ktoś napisał na forum w którym uczestniczę, jak to RDI odmieniło ich życie. Pierwsza myśl: „ja też tak chcę". Jakoś tak wewnętrznie czułam, że to jest właśnie to, co nam pomoże. Sytuacja była na tyle krytyczna, że małżeństwo nasze wisiało na włosku, mąż nie potrafił pogodzić się z chorobą dziecka, nie potrafił też podjąć najmniejszej decyzji dotyczącej naszego dziecka. Kolejny raz sama postanowiłam: robimy to!!! Na nasze szczęście, była to ostatnia decyzja, jaką podejmowałam sama, bo RDI zmieniło nasze życie, zmieniło nasze dziecko, nasze małżeństwo i wszystkich nas z osobna. Mogę śmiało napisać, że dało nam znacznie więcej, niż gdyby synek zawsze był zdrowy i od zawsze bylibyśmy „normalną" rodziną. Łączy nas teraz więź o której nigdy nie miałam pojęcia, że istnieje, a co najważniejsze, z naszym autystycznym synem mamy tak wspaniały kontakt emocjonalny, o jakim nie śniliśmy.

RDI to teraz nasz sposób na życie, na wychowywanie dzieci. Nasze życie nie jest podporządkowane chorobie, żyjemy spokojnie, mamy czas na wyjścia do kina, spotkania ze znajomymi. Zmienił się nasz sposób myślenia o autyzmie, nie jest to już coś, co nas przeraża, czego nie znamy, lecz coś, co akceptujemy, co jest z nami. RDI pomogło nam zrozumieć, jak ważne jest dbanie o siebie, o dobre samopoczucie bez wyrzutów sumienia, że jak mogę czuć się dobrze, jak dziecko jest chore, niepełnosprawne. Im lepszy jest stan mojego ducha, tym lepiej odbiera to dziecko.

Z tego miejsca chcielibyśmy gorąco podziękować Marii za to, że nas uratowała!

— Beata

Subskrybuj bezpłatny magazyn W Drodze… i dowiedz się, jak radzić sobie z otoczeniem mając dziecko z autyzmem
captcha 

Wskazówka dla rodziców dzieci z autyzmem

Zagospodaruj swój czas. Może znajdziesz więcej czasu na zabawę z dzieckiem albo dla siebie.

Aktualności

Najbliższe szkolenia

3-4 lutego 2018 Warszawa
Bardzo praktyczny 2-dniowy warsztat "Jak wieść zwyczajne życie z autzymem w tle"
Info i zapisy

Znajdź nas na Facebooku

 
Copyright © 2017 Centrum Rozwoju Relacji Droga Maria Dąbrowska-Jędral. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.